Dziecko nie najważniejsze

Wiedziony ostatnimi wydarzeniami, postanowiłem wrócić do bardzo dobrego tekstu, opublikowanego w 4 numerze naszego magazynu "WIEM jak działają dzieci", autorstwa Doroty Mierzejewskiej. Podpisuję się pod nim rękami i nogami. Dlaczego? Stajemy się ofiarami wielkiej dobroci swojego serca i bezstresowego wychowania. Na każdym kroku. A co gorsza, autorami stają się już coraz młodsi bohaterowie.. Serdecznie polecam i zapraszam do polemiki na naszym Forum.

Witek Lew Starowicz

Dawniej stosowano klapsy, zmuszające malucha do kapitulacji przed wszechmocnym rodzicem.

Efekt? Wyrosło pokolenie zahukanych i niedowartościowanych. Potem pojawiła się moda na bezstresowe wychowanie. Dzieci nie znające granic swojej samowoli wyrosły z jednej strony na świetnych menadżerów, z drugiej – na agresywnych wobec krytyki i nieodpornych na porażki ludzi.

Prasa pisała niedawno o poznańskich gimnazjalistach. Szkoła zafundowała im wycieczkę do Chin, podczas której młodzi ludzie upili się. Dyrektor szkoły ukarał ich przeniesieniem na tydzień do innej klasy. Puenta historii jest zaskakująca, bo kara spotkała dyrektora, na którego rodzice złożyli skargę. Czego to nauczy dzieci? Tego, że mogą być bezkarne. Bezstresowy model wychowania, który zakłada, że rodzic to powstrzymują- cy się od krytyki świadek wzrastania pociechy, ma nieocenione plusy. Daje dziecku taką przestrzeń dla rozwoju jego talentów, że malec wyrasta na kreatywnego, pewnego własnych atutów, odważnego młodego Einsteina, Mozarta, Billa Gatesa. Ale... nie zna granic. Wymyśli być może proch, ale jak tylko to zrobi, użyje go do zabicia tych, którzy go krytykują. Bo w przeszłości był wyłącznie chwalony i każdą inną reakcję uważa za inwazję. Porażkę zaś – nie za lekcję, a krzywdę.

Widzimy już pierwsze zgubne skutki mody na tzw. anty-wychowanie. W Polsce przestępczość i przemoc wśród nastolatków z dużych miast nigdy nie była tak duża. Ale... nie tylko o nią chodzi. Swobodnie chowane maluchy nie muszą zejść na złą drogę. Nieuczenie ich zasad, niestosowanie kar ani nagród, zubaża zwyczajnie ich rozwój. Luźne reguły panujące w ich domu przecież poza nim już nie obowiązują. Bezstresowe środowisko oddziela młodego człowieka od rzeczywistości i tworzy pewną iluzję, w której nierzadko stawia on siebie w centrum. Inni – nie bardzo go obchodzą. Takie dziecko, z wielu powodów, po opuszczeniu domu gorzej sobie radzi.

W Wielkiej Brytanii, gdzie model bezstresowego wychowania narodził się i najszerzej rozpowszechnił, niemal 50 proc. pytanych określa najmłodszych jako „zwierzęta”, a 2/5 uważa, że „stają się oni dzicy” – informuje najnowszy sondaż angielskiej organizacji charytatywnej „Barnardo's”, zajmującej się pomocą potrzebującym dzieciom i młodzieży. Ponadto 1/4 badanych twierdzi, że sprawiającym kłopoty dzieciom, które ukończyły dziesiąty rok życia, nie da się już pomóc. Psychologowie potwierdzają, że okres, w którym możemy jeszcze coś zrobić to trzeci, piąty, może szósty rok życia malucha.

Za każdym razem, gdy zachce się nam po raz kolejny powtórzyć slogan, że dziecko jest najważniejsze, zastanówmy się. Czy aby ta wytarta formuła nie niesie ze sobą przymusu pozwalania potomstwu na wszystko, czego chce? I czy nie zawiera społecznej presji, by potrzeby dziecka realizować kosztem własnych?

Nie chodzi o to, by przestać dbać o dobrostan synka czy córeczki ani o to, by powrócić do klapsów. Zresztą, wciąż jeszcze – według CBOS z listopada – lżej bądź mocniej wymierza je maluchom aż 70 proc. Polaków. Tego nie chcemy!

Chodzi o to, by znaleźć złoty środek, dzięki któremu wychowamy potencjalnie szczęśliwego człowieka. Zgodzić się, że system kar i nagród to podstawa wychowania. Rozróżnić przemoc od przymusu. Bicie, krzyk, ubliżanie, straszenie – są tym pierwszym, absolutnie niedozwolonym. Zmuszenie dziecka do zrobienia czegoś, czego akurat nie chce lub przeciwnie – niespełnienie jego zachcianki w odpowiedzi na złe zachowanie – to przymus. Cudowna metoda, ucząca malucha szacunku i poszanowania granic. I to my jesteśmy za skutki tej nauki odpowiedzialni. A nie dziecko, które wzrasta jak chce, a my mu się tylko przyglądamy. Pamiętajmy. Pamiętajmy – noga, która wprawia w ruch kołyskę, porusza światem.

Autor: Dorota Mierzejewska  dla "WIEM jak działają dzieci"